|
|
Wieloletnie działania wojenne na terenie Węgier nie mogły przejść bez echa. Ogromne spustoszenia i zniszczenie kraju pogłębiała teraz jeszcze polityka Austrii. Szczególnie nałożony na Madziarów obowiązek utrzymania armii cesarza. Koszty z tym związane wielokrotnie przekraczały możliwości finansowe społeczeństwa i nawet palatyn Paweł Eszterhazy skarżył się na dworze, że nawet w okresie tureckiej niewoli lud nie był aż tak nękany jak po zakończeniu działań wojennych.
W okresie tym systematycznie spadała wartość produkcji przemysłowej, a głód stawał się zjawiskiem powszechnym. Złoża kruszców były na wyczerpaniu, sam przemysł węgierski nie mógł się rozwijać ze względu na protekcjonistyczną postawę Austrii, w związku z czym miasta biedniały i wyludniały się, a w wielu przypadkach zwyczajnie przekształcały się w wiejskie osady. Sytuacja taka nie sprzyjała rozwojowi demograficznemu państwa, a liczba węgierskiej ludności nie mogła przekroczyć bariery 3,5 mln osób. Do niesprzyjających czynników demograficznych należałoby również zaliczyć niekonsekwentną politykę osiedleńczą Habsburgów.
W okresie okupacji tureckiej nastąpiło znaczne wyludnienie centralnej części kraju. Aby zachęcić ludzi do powrotu cesarstwo faworyzowało osoby decydujące się na ten krok. Oczywiście tylko oficjalnie - osoby wierne monarchii faktycznie nie miały większych problemów z uzyskaniem ziemi na własność (w tym także kościół katolicki, który w szalonym tempie odzyskiwał utracony majątek), natomiast pozostali na przywrócenie praw do dawnej własności czekali bardzo długo. Mimo to demograficzne rozmieszczenie ludności zmieniało się w tym czasie bardzo szybko, szczególnie za sprawą przybywających chłopów serbskich, uciekających przed turecką niewolą.
Tereny stanowiące dawny zabór turecki poddane zostały silnej militaryzacji. Taka wojskowa "okupacja" tych terenów (pod pretekstem ich ochrony) stanowić miała jedynie środek do realizacji długofalowego celu Habsburgów, jakim była stopniowa acz całkowita germanizacja Węgier. Już na samym początku pomyślano o formalnym uznaniu władzy cesarza, co uczynił zwołany w 1688r. sejm pod wpływem terroru wojsk austriackich. Posłowie przegłosowali również zrzeczenie się prawa oporu oraz uznali prawo Habsburgów do tronu węgierskiego w przyszłości. Wydawało się, że w ten sposób wszelkie próby oporu zdławione zostały w zarodku, jakież więc było zaskoczenie cesarza, gdy zaraz na początku XVIII wieku wybuchło jedno z największych w historii Węgier powstań ludowych.
Panoszenie się wojsk austriackich, rekwirowanie żywności i ciągły terror wywoływały niepokój wśród chłopów, którzy uciekali poza granicę Karpat, gdzie w Polsce tworzyli małe oddziały partyzanckie napadające na habsburskich wojaków. Początkowo ich akcje były mało zorganizowane, szybko jednak pojawiły się osoby gotowe przewodzić większemu buntowi. Byli to Franciszek Tokaji, Jerzy Szalontai i Maciej Kobai. Dopóki jednak wojsko austriackie stacjonowało na terenie całych Węgier, sukces w walce z nimi był niemożliwy do odniesienia. Dopiero gdy cesarz przegrupował swe oddziały na zachód Europy w związku z rozpoczęciem walk o sukcesję tronu hiszpańskiego, a na czele powstania stanął największy magnat węgierski, Franciszek Rakoczy, sytuacja uległa diametralnej zmianie.
Dalej
|
|
|