|
|
Rząd Batthány'ego doskonale zdawał sobie sprawę z kruchości podstaw swego istnienia. Dlatego premier wraz z Kossuthem usilnie próbowali wzmocnić swoją pozycję poprzez umiejętne prowadzenie polityki zagranicznej.
Rząd słusznie rozumował, że dążenia czeskie do utworzenia monarchii z Austrią zagroziłoby historycznej całości Korony Węgierskiej. Jedynym ratunkiem wobec tej perspektywy wydawało się nakłonienie Niemiec do odnowienia unii z Austrią, przez co nieliczny naród słowiański i jego zapędy stłumione zostałyby przez dominujących Germanów. Jednak usilne zabiegi dyplomatycznie nie dały oczekiwanych rezultatów - Frankfurt przyjął przedstawiciela Węgier jako delegata oficjalnego rządu, ale sam nie wysłał swojego posła do Budapesztu. Podobnie niepowodzeniem zakończyły się próby nawiązania stosunków dyplomatycznych z Anglią.
Z drugiej strony Batthány usiłował przekonać cesarza o wielkiej wierności Węgrów do jego osoby. Gdy po wybuchu drugiej rewolucji wiedeńskiej monarcha zmuszony był opuścić swój pałac, premier zaoferował mu pobyt na zamku w Budzie - dzięki temu walka o "sprawy węgierskie" byłaby nieco łatwiejsza i oparta na delikatnych naciskach i perswazji. Cesarz nie przyjął jednak zaproszenia, choć pozytywnie ustosunkował się do zabiegań Batthányego i w czerwcu 1848r. wydał nawet decyzję dezawuującą dotychczasowe działania Jelacica. W rzeczywistości była to jedynie gra na zwłokę - monarcha czekał na odniesienie zwycięstwa swych wojsk we Włoszech, by w pierwszym sprzyjającym momencie uderzyć w rząd Węgierski.
Tymczasem wszystkie najważniejsze problemy nękające Węgry znalazły swe odbicie na pierwszym zwołanym rewolucyjnym sejmie peszteńskim. Bezwzględnie dominowali w nim liberałowie, którzy nie słuchali nawoływań konserwatywnej opozycji do zmiany służalczej polityki prowadzonej wobec Wiednia, rozszerzenia reformy rolnej na chłopów bezrolnych i folwarcznych oraz do tworzenia silnej armii zdolnej bronić kraju przed wrogami. Rząd dostrzegł co prawda konieczność budowy własnego wojska, ale sejm nie powziął ostatecznych i szczegółowych decyzji dotyczących tego przedsięwzięcia, a jedynie zasugerował ministrowi finansów konieczność znalezienia funduszy na ten cel. Kossuth zapełnił dziurę w budżecie w najprostszy sposób - nakazał wyemitować niezależne od Austrii banknoty jedno- i dwuforintowe.
Ten nieuzgodniony z Wiedniem krok ministra wywołał wielkie oburzenie na dworze cesarskim, a dla polityków austriackich stał się wygodnym pretekstem rozpoczęcia wrogich Pesztowi działań. Dążyli oni do ukrócenia poczucia "niezależności" Madziarów i przywrócenia ich dawnej "autonomii". W obliczu możliwości rozbicia cesarstwa wszyscy jednogłośnie opowiedzieli się za walką z Węgrami, którego to kraju działania zagrozić mogły stabilności monarchii.
Pierwszy niebezpieczeństwo zrozumiał Kossuth. Oficjalnie w mowie sejmowej stwierdził, że trzy żywioły sprzysięgły się przeciw Węgrom: konserwatyści skupieni w obozie reakcji, dwór wiedeński oraz Słowianie, dążący do utworzenia własnego państwa. Premier Batthány uważał jednak, że rzeczowe negocjacje z przedstawicielami Habsburgów zażegnają niebezpieczeństwo. Tymczasem Wiedeń nie zamierzał dalej trwać na przegranej pozycji i rozpoczął szereg działań godzących w niepodległość Węgier: wpierw cofnął pełnomocnictwa dla palatyna, potem wysłał uspokajające sygnały do Jelacica i przekazał mu fundusze na rozpoczęcie rychłej wojny, w końcu zażądał już bezpośrednio w Budapeszcie ograniczenia samodzielności węgierskich ministerstw wojny i skarbu. Wkrótce przywrócił Jelacica do wszystkich politycznych i wojskowych godności, a od Węgier zażądał przywrócenia urzędów centralnych w Wiedniu.
Dla przywódców Madziarskich jasnym stało się, że ugodowa polityka premiera poniosła klęskę i że zupełnie nieprzygotowany do tego kraj stanął w obliczu wojny. Wysyłane kolejne poselstwa nie mogły już nic zmienić i tak 11 września wybuchła wojna węgiersko-chorwacka, która w niedługim czasie przerodziła się w ogólną wojnę narodowościową.
Dalej
|
|
|