|
|
Jeszcze zanim wyjedziemy
Sprawdź, czy samochód jest sprawny. Gdy wyruszysz w trasę jakakolwiek nawet najmniejsza zbagatelizowana usterka może być przyczyną poważnych kłopotów. I nie chodzi tu tyle o konieczność przymusowego postoju w miejscu, skąd nie ma jak wezwać pomocy, ale o znacznie poważniejsze niebezpieczeństwo spowodowania wypadku. Dlatego zanim jeszcze przystąpisz do pakowania, zwróć uwagę na:
- koła - czy stan ogumienia jest zadowalający, czy nie występują mechaniczne uszkodzenia opon, czy nie widać wybrzuszeń lub przetarć. Ciśnienie w kołach powinno być wyrównane, dzięki czemu obciążony pojazd nie będzie znosił na boki i będzie lepiej przewidywalny w przypadku ostrych hamowań
- poziom oleju, płynu hamulcowego i płynu w chłodnicy - w razie ubytku należy je uzupełnić, zaś jeśli pod samochodem widać ślady wycieku, nie powinniśmy wyruszać w drogę przed dokonaniem naprawy w serwisie
- elektrykę - czy działają wszystkie światła, czy sprawne są kontrolki na desce rozdzielczej. Jeśli w czasie jazdy przepali nam się żarówka, raczej nie powinniśmy mieć większego problemu z jej zakupem. Warto natomiast mieć ze sobą dodatkowy bezpiecznik - na wszelki wypadek.
Mimo dużego obciążenia bagażem powinniśmy ze sobą zabrać: obowiązkowo trójkąt, apteczkę i gaśnicę, ponadto sprzęt używany przy wymianie koła, przynajmniej po jednym wkrętaku płaskim i krzyżowym, linkę holowniczą, kombinerki, taśmę izolacyjną i szczypce. Bardzo przydatna może być również latarka i rękawice.
Weź ze sobą mapę drogową obejmującą całą trasę przejazdu. Nawet jeśli wielokrotnie podróżowaliśmy w dane miejsce, nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co może się wydarzyć. Jeśli zajdzie konieczność objazdu lub trafimy na długi korek, dzięki mapie będziemy mogli zmienić zaplanowaną trasę przejazdy bez ryzyka zabłądzenia lub zbędnego nadkładania drogi.
Popytajmy znajomych - może już kiedyś jechali wybraną przez nas trasą. W ten sposób uprzedzą nas o ewentualnych "niespodziankach", pomogą wybrać najlepsze miejsce na posiłek i nocleg.
Dowiedzmy się koniecznie, jakie opłaty będziemy musieli wnosić po drodze (np. celne, koszt przejazdu autostradą, etc.). Jest to ważne, gdyż jeśli naszym podstawowym środkiem płatniczym będą karty i czeki, mogą nas czekać przykre niespodzianki. Powinniśmy mieć przy sobie trochę gotówki i walut wszystkich państw, przez których terytoria będziemy przejeżdżać.
Jeśli zabieramy ze sobą w podróż psa lub kota lub inne zwierzątko domowe, koniecznie musimy dopełnić wszelkich formalności wymaganych przez dane państwo w przypadku przewozu zwierząt. O aktualnych przepisach informacji udzielają ambasady, powiadomią nas również o wymaganych szczepieniach. Rozważmy też, czy w przypadku krótszego wyjazdu nie byłoby korzystniej pozostawić ulubieńca pod opieką rodziny lub w specjalnych hotelach dla zwierząt. Jeśli zdecydujemy się na wspólną podróż pamiętajmy, że lepiej by milusiński był na czczo i przewożony był w taki sposób, by nie przeszkadzał kierowcy w prowadzeniu pojazdu.
Wykup ubezpieczenie AC i zieloną kartę (lub AC ważnego również poza granicami kraju). Nigdy nie wiadomo, co stanie się na zagranicznej drodze. W przypadku jakiejkolwiek stłuczki lub awarii samochodu będziemy pewni, że naprawa samochodu będą tańsze, a przedstawiciel ubezpieczyciela pomoże nam załatwić większość formalności. Jest to szczególnie ważne jeśli nie znamy języka ani realiów kraju, w którym przebywamy (nie będziemy wiedzieć, czy znaleziony indywidualnie fachowiec nie zawyży nam dwukrotnie ceny, etc.).
Ja bardzo gorąco namawiam również do wykupu ubezpieczenia zdrowotnego. Nie są to duże koszty, my zaś zyskujemy pewność, że towarzystwo pokryje koszty naszej wizyty u lekarza lub leczenia szpitalnego. To ostatnie jest szczególnie drogie za granicą (np. w Hiszpanii doba kosztuje ponad 500zł), dlatego nie warto wykupywać polis opiewających na kwoty niższe niż 15-20 tys. dolarów, bo ewentualną różnicę będziemy musieli pokryć z własnej kieszeni. I nie bójmy się pytać osób ubezpieczających nas o szczegóły polis - ich obowiązkiem jest rzetelne poinformowanie nas zarówno o warunkach ubezpieczenia, jak i sposobach korzystania z niego.
opracowano na podstawie dodatku do Rzeczpospolitej "Autem na wakacje" z 19.06.2001r.
Gdy już dojedziemy na Węgry
Należy przestrzegać ograniczeń prędkości, choćby zwolnienie do 40km/h w terenie zabudowanym w środku nocy kłóciło się ze zdrowym rozsądkiem. Policja często kryje się w bocznych uliczkach wyłapując pędzących kierowców, a poza tym powyższe ograniczenie podyktowane jest względami bezpieczeństwa - drogi na Węgrzech nie mają pobocza, zaś rowerzyści uwielbiają jechać środkiem pasa ruchu i nawet przez myśl nie przejdzie im odrobinę zjechać.
Budapeszt ma zupełnie odmienną od polskich miast organizację ruchu drogowego. Jest to związane przede wszystkim z występowaniem wąskich, jednopasmowych jezdni w samym centrum aglomeracji. Kierowcy muszą się przyzwyczaić do bardzo pilnego zwracania uwagi na znaki drogowe nakazujące kierunek jazdy na skrzyżowaniu z danego pasa (niebieskie tablice z białymi strzałkami), gdyż zazwyczaj każdy pas przeznaczony jest dla jadących gdzieś indziej. Ponadto wszystkie skrzyżowania wyposażone są w kilka sygnalizatorów świetlnych, przy czym każdy z nich ustawiony jest dla innego pasa ruchu. Pod sygnalizatorami powtórzone są znaki nakazu kierunku jazdy.
Budapeszt należy do miast najeżonych nakazami jazdy i zakazami skrętu. Zdarza się, że zaplanowaną wcześniej we wszystkich szczegółach trasę przejazdu jesteśmy zmuszeni zmienić już na pierwszym skrzyżowaniu, dlatego warto wcześniej przygotować sobie kilka alternatywnych, a przynajmniej uważnie przyjrzeć się mapie. Jeśli zakazy skrętu w lewo będą się powtarzać (dość częste w stolicy), należy zastosować niewielki objazd wąskimi uliczkami - skręcić w prawo, prawo i znów w prawo, a potem skrzyżowanie po prostu przejechać prosto.
Wyjeżdżając na drogi krajowe nie będące autostradami powinniśmy być przygotowani na brak pobocza i dość trudne ogólne warunki jazdy. Wąskie drogi zapchane są kilkunastoletnimi trabantami i mnóstwem ciężarówek, co czyni manewr wyprzedzania szczególnie niebezpiecznym, a konieczność ciągnięcia się przez kilka kilometrów za potwornie wolno jadącym tirem może wyprowadzić z równowagi niejednego kierowcę.
Jeśli podróżujemy przez niewielkie miejscowości i kierujemy się zielonymi tablicami informującymi o nazwie miast i kierunku, w którym należy skręcić aby się do nich dostać pamiętajmy, że Węgrzy bardzo lubią je powtarzać. To znaczy, że tablica nie zawsze dotyczy pierwszego skrzyżowania, przy którym stoi, ale zazwyczaj dopiero następnego, przy którym jest powtórzona. Dlatego gwałtowne hamowanie i nerwy, że "to już tu", nie są potrzebne - dopiero jeśli w odległości 100-300m nie ma drugiego skrzyżowania, możemy zacząć zawracać.
Węgrzy są bardzo uprzejmymi kierowcami, a ich wyrozumiałość wzrasta, gdy widzą samochody z obcą rejestracją. Szczególnie w miastach są nam w stanie wiele wybaczyć, bez problemu ustępują pierwszeństwa i nie denerwują się, gdy wykonujemy gwałtowne manewry. Uprzejmość ta kończy jednak wraz z nastaniem nocy, przede wszystkim na drogach pozamiejskich. Wtedy wielu kierowców zaczyna używać długich świateł i bardzo niechętnie rezygnuje z nich widząc wyłaniające się zza zakrętu auto jadące w przeciwnym kierunku, nawet jeśli poprosimy ich o to mignięciem. Znacznie gorzej jest, gdy taki kierowca jedzie za nami kompletnie oślepiając - wtedy jedynym sposobem na zredukowanie stworzonego przez to niebezpieczeństwa jest... dać się wyprzedzić.
|
|