logo Budapeszt

Węgry od kuchni


Alkohole

piwo

szampan

śliwowica

Unicum


Ciasta

Drób

Gulasz

Kluski

Marcepan

Mięso

Naleśniki

Owoce

Papryka

Pieczywo

Przekąski

Ryby

Sałatki

Warzywa

Wędliny

Zupy


Strona główna

Alkohol na Węgrzech na pewno nie należy do tematów tabu. Trudno zresztą, by do takich się zaliczał zważywszy na fakt , że już w starożytności obszar dzisiejszego państwa Madziarów wykorzystywany był jako doskonale nadający się do produkcji wina. Temu trunkowi zresztą, ze względu na rozległość tematu, poświęciłam zupełnie oddzielny rozdział na swojej stronie. Tymczasem, choć jak mówi powiedzenie, "Nie masz wina nad węgrzyna", na Węgrzech skosztować można doskonałego piwa, a i amatorzy mocniejszych trunków absolutnie nie będą zawiedzeni, próbując brzoskwiniowej lub śliwkowej pálinki.

Mimo całego bogactwa trunków produkowanych w tym kraju Madziarzy nie należą do narodów nadużywających napojów wyskokowych. Panuje tam bardzo wysoka kultura picia, dopuszczająca dodatek w postaci alkoholu do każdego posiłku, jednak w bardzo umiarkowanych ilościach. Po śniadaniu Węgrzy często raczą się malutkim kieliszkiem owocowej lub ziołowej wódki zwanej pálinką, co w zamierzeniu pozytywnie wpływać ma na trawienie (dość przypomnieć, że lubią zjeść suto i... tłusto), a żaden obiad ani kolacja nie obejdą się bez butelki węgierskiego wina. Na co dzień wybierane są głównie tanie (ale wcale nie najgorsze) gatunki win stołowych, a drogie, gatunkowe wina podawane są wyłącznie przy wyjątkowych okazjach.

Choć w ostatnich latach w całym kraju powstały tysiące pubów oferujących duży wybór alkoholi krajowych i zagranicznych, zmianę ustroju przetrwały czysto rdzenne przybytki zwane söröző (piwiarnie) i boroző (winiarnie). Wchodząc do nich można mieć wrażenie, że czas zatrzymał się dwadzieścia lat temu - charakterystyczny surowy wystrój wnętrz, zapach i panująca atmosfera przypominają o dawno minionych czasach. Miejsca te w znakomitej większości wypadków okupowane są przez stałych bywalców knajpianych, jednak proszę nie przejmować się pierwszym negatywnym wrażeniem, jakie potrafią na nas wywrzeć. Choć na pierwszy rzut oka przypominają najgorsze polskie speluny, w rzeczywistości nie mają z nimi absolutnie nic wspólnego (może poza wyglądem), a odwiedzając je i próbując po odrobinie wina z każdego oferowanego gatunku poznajemy charakterystyczny smak całych Węgier. Co do bezpieczeństwa - nie należy się niczego obawiać, chyba że (przepraszam, ale będę teraz niepoprawna politycznie) większość gości stanowią mało przyjaźnie wyglądający Cyganie. Wówczas lepiej poszukać innego miejsca na spędzenie wieczoru.

Im dalej na wschód Węgier, tym popularniejsza jest pálinka. Jak wspomniałam na poszczególnych stronach, do niedawna bardzo rozpowszechniona była produkcja samogonu, ale obecnie prawo zabrania pędzenia własnej wódki. Gorzelnie przyjmują natomiast indywidualne zamówienia od gospodarzy pragnących wykorzystać w produkcji własne owoce, dzięki czemu odwiedzając wioski z kresów wschodnich nadal można znaleźć osoby, które w ramach węgierskiej gościnności poczęstują zbłąkanego turystę mocną śliwowicą. Proszę nie odmawiać - po pierwsze: byłby to dyshonor dla gospodarza; po drugie: naprawdę warto jej spróbować!

Węgrzy mają też własny gatunek szampana, określanego tu słowem pezsgő. Jest to właściwie rodzaj dość cierpkiego i kwaśnego wina musującego (nazwa szampan zastrzeżona jest wyłącznie dla produktów z francuskiej Szampanii), produkowanego z winogron rosnących w winnicach w bezpośrednim sąsiedztwie Budapesztu. Dodając do tego dwa doskonałe browary (Dreher i Kőbanya) otrzymujemy pełną panoramę czysto węgierskiej sceny alkoholi, uzupełnianej przez ziołową nalewkę Unicum.

©2001 Csirke